Najlepszym lekarstwem jest sen

No dobra, może nie naj, ale plasuje się w czołówce. Chorzy na nerwicę z reguły miewają z nim problemy. Dobrze pamiętam okres, w którym mój sen uległ spłyceniu i od kiedy zaśnięcie było dla mnie olbrzymim problemem. Z reguły borykałem się z poduszką około dwóch godzin, podczas gdy ludzie zdrowi zasypiają w maksimum 15 minut. Zawsze byłem wtedy pobudzony. Nawet jeżeli kilka minut wcześniej czułem, że opadam z sił, a kiedy zamknąłem oczy, w mojej głowie zaczeło kłębić się od różnych myśli, które zajmowały moją uwagę i nie pozwalały zasnąć. Po pewnym czasie, kiedy zorienrowałem się, że wciąż nie śpię, zaczynałem się z tego powodu denerwować, przez co byłem jeszcze bardziej pobudzony i jeszcze trudniej było mi zasnąć. Co ciekawe, leki nasenne – te bez recepty – prawie nie działały, a niektóre wręcz utrudniały mi zaśnięcie.

Sen odgrywa ogromne znaczenie w funkcjonowaniu organizmu, a jego brak wpływa negatywnie nie tylko na naszą sferę fizyczną, ale również na sferę emocjonalną. Jeżeli chorujesz na nerwicę i masz problemy z zaśnięciem, to na co dzień źle się czujesz, masz mniej chęci do pracy i popełniasz więcej błędów, a to z kolei jeszcze bardziej pogarsza Twój stan. W konsekwencji co wieczór coraz trudniej jest Ci zasnąć, więc śpisz coraz mniej i coraz bardziej jesteś niewyspany. Kawa i energy drinki tu nie pomogą, bo nie są w stanie zapewnić Ci kilku godzin straconego snu, a w wielu przypadkach spożywanie kofeiny przez osobę chorą, powoduje pogorszenie jej stanu zdrowia. Jeżeli objawy opisane w poprzednim akapicie dotyczą Ciebie, to najlepiej niezwłocznie udaj się do specjalisty, bo samemu masz nikłe szanse się z nimi uporać. Poniżej załączam kilka użytecznych porad, które pomogą Ci osiągnąć stan, w którym łatwiej będzie Ci zasnąć:

  • Przed snem nie rób niczego, co może wywołać w Tobie silne emocje. Np. gra wideo, film, przypominani sobie o problemach itp.
  • Nie pij pod wieczór kawy ani herbaty. Zawarta w nich kofeina i teina nie pozwolą Ci zasnąć.
  • Regularnie zażywaj magnez.
  • Nie wykonuj w łóżku niczego nie związanego ze spaniem i seksem. Łóżko powinno kojarzyć Ci się jedynie z tymi dwiema rzeczami.
  • Stosuj trening autogenny, by się uspokoić i wyciszyć.
  • Staraj kłaść się o tej samej porze. Dotyczy to także weekendów!
  • Przed snem unikaj mocnego światła. Światło blokuje wytwarzanie melatoniny, która odpowiada za wprowadzenie organizmu w stan snu. Ja wieczorem rezygnuję z głównego oświetlenia na rzecz lampki nocnej.
  • Na trzy godziny przed snem unikaj cięższych posiłków.
  • Ogranicz spożywanie płynów przed snem. Inaczej potrzeba skorzystania z ubikacji może wyrwać Cię ze snu, przez co znów doświadczysz problemów z zaśnięciem.
  • Utwórz sobie rytuał zasypiania. Może to być lista rzeczy do zrobienia, np. wieczorna toaleta, wietrzenie pokoju przed snem, rozłożenie łóżka, rozdział czytanej książki etc.
  • Postaraj się, aby w miejscu, w którym śpisz temperatura wynosiła około 18 stopni Celsjusza.
  • Podczas dnia postaraj się wykonać wszystkie zaplanowane czynności. Jeżeli Ci się to nie uda, zapisz je w kalendarzu. Ważne, abyś zrobił to ręką na papierze. Zapisanie w komórce, czy na komputerze, nie przyniesie tego samego efektu.
  • Regularnie wykonuj ćwiczenia fizyczne, ale nie zaraz przed snem.
  • Przed zaśnięciem krótko zaplanuj następny dzień.
Tagi: , ,
Posted in Objawy, Porady | 0 komentarzy »

Lęk przed porażką przyczyną niepowodzenia

Ostatnio zdałem sobie sprawę z ważnego problemu, który towarzyszy mojej chorobie. Co prawda, mój psycholog próbował nakierować mnie na jego trop, ale nie podejrzewałem, że będzie on aż tak rozległy. Wcześniej myślałem, że jedynie oczekuję od siebie zbyt wiele, przez co nigdy nie jestem zadwolony z tego co zyskuję, a to z kolei sprawia, że boję się podejmować ponownie czynność, która moim zdaniem, początkowo mi nie wychodziła. Ten objaw sięga korzeni mojej choroby, kiedy w wielu sytuacjach okazywałem się nieporadny, przez co wystawiałem się na pośmiewisko. Reakcja otoczenia konsekwentnie grodziła mi drogę do kolejnych prób.

Kilka dni temu zdałem sobie sprawę z tego, że problemem nie są per se zbyt wysokie wymagania, ale świadomość, że mogę nie podołać zadaniu. Niedawno wybrałem się ze znajomymi na gokarty. Był to mój pierwszy raz, kiedy samodzielnie mogłem pokierować pojazdem z napędem spalinowym – nie mam nawet prawa jazdy, bo zrezygnowałem z nauki, kiedy podczas kilku pierwszych lekcji nie mogłem zapanować nad samochodem. Kiedy przybyłem do hali, gdzie organizowane były wyścigi, mój umysł został zbombardowany tuzinem informacji. Poznałem sposób obsługi pojazdu, zapoznałem się z regulaminem oraz znaczeniem flag używanych przez sędziego. Wszystko to potraktowałem bardzo poważnie – tak jakby od tego zależało moje życie na torze wyścigowym i jakby pominięcie któregokolwiek z przepisów oznaczało totalną klęskę. Taka interpretacja zasad sprawiła, że mój stres, który na początku dotyczył jedynie tego, że robię coś nowego i dla mnie nieznanego, został wzbogacony o stres związany z potencjalnym spowodowaniem zagrożenia przez pominięcie któregoś z przepisów. Ostatecznie, bojąc się porażki nie mogłem czerpać przyjemności z zabawy i przez kilka pierwszych rund myślałem tylko i wyłącznie o tym, żeby jak najszybciej nasz czas się skończył. Zresztą, na torze też nie szło mi najlepiej, bo za każdym razem zajmowałem ostatnie miejsce.

Drugi przypadek dotyczy mojej pracy. Jako, że zatrudnia mnie firma międzynarodowa, to niekiedy zdarza mi się komunikować z obcokrajowcami w języku angielskim. Sam uczę się tego języka już kilkanaście lat i co prawda moje wyniki pozwalają na dogodną komunikację z innymi, ale bywa niekiedy, że blokuję się i nie wiem co powiedzieć. Najczęściej zdarza się to, kiedy nie ma ze mną kogoś, kto mógłby wybawić mnie z opresji. W tym wypadku lęk dotyczy sytuacji, w której nie będę potrafił znaleźć rozwiązania i zmuszony będę świecić oczami przed moim rozmówcą. Takie podjęcie problemu nie wpływa pozytywnie na moją ocenę przez drugą stronę, więc świadom tego, że mogę popełnić gafę i z niej nie wybrnąć podnosi we mnie poziom stresu, a ten z kolei sprawia, że tak na prawdę popełniam błędy i pakuję się w sytuację, z której nie jestem w stanie wybrnąć.

Kiedy przeanalizowałem powyższe sytuacje, doszedłem do wniosku, że za każdym razem przyczyną mojego lęku jest świadomość własnej niedoskonałości. Podobne uczucie pamiętam z czasów szkoły, kiedy mimo iż byłem nauczony na ważny egzamin, to zawsze miałem wątpliwości, bo moja wiedza nigdy nie była stuprocentowa. Pamiętam też, że bałem się, że ktoś zada mi pytanie, na które nie będę umiał odpowiedzieć i wpłynie to negatywnie na moją ocenę końcową. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że popadłem w idealizm, którego nie da się osiągnąć, ale który bardzo często narzucany jest nam przez świat zewnętrzny. Rozwiązanie okazało się bardzo proste. Wystarczy przyznać się do popełnienia błędu, kiedy się go dopuszcza albo do niewiedzy, kiedy nie potrafi się odpowiedzieć na czyjeś pytanie. Należy też spokojnie przemyśleć wszystkie sytuacje stresowe i postarać się znaleźć te, które dotyczą lęku przed porażką.

Tagi: , , , ,
Posted in Objawy | 0 komentarzy »

Biegunki i wzdęcia

W moim przypadku zaczęło się to z początkiem liceum. Najpierw myślałem, że to od kawy, ale później, gdy odstawiłem kawę, nic się nie poprawiło – niekiedy było wręcz odwrotnie, bo zdarzały się zaparcia. Z biegiem czasu nieprzyjemne uczucie w jelitach pojawiało się częściej i zaczęło towarzyszyć sytuacjom stresującym. Bywało, że na przykład nie mogłem wyjść z domu na wieczorny jogging bez zaglądnięcia do toalety, a i nawet po tym niekiedy podczas biegania doznawałem nagłej potrzeby. Podobnie było ze wzdęciami, które nierzadko towarzyszyły biegunce. W zasadzie, można by powiedzieć, że te dwa objawy były silnie ze sobą związane.

Z biegiem czasu i wzdęcia i biegunki zaczęły być bardzo uciążliwe, a sama świadomość o ich wystąpieniu stresowała mnie jeszcze bardziej, przez co potrzeba stawała się coraz silniejsza. Leki, które przyjmuję nasilają oba objawy, ale z czasem ich stosowania, symptomy słabną. Mój lekarz prowadzący podczas każdej wizyty o nie pytał.

Aktualnie, mimo iż biegunki są u mnie rzadkością, wciąż towarzyszą mi przyker wzdęcia. Staram się więc z nimi radzić w następujący sposób. Przede wszystkim dążę do tego, by odżywiać się zdrowo oraz jeść mniej, ale częściej. Dobrym wyborem okazały się też warzywa, które zawierają dużo błonnika oraz drób i ryby. Nie działały za to środki przeciw wzdęciom, ale pomagała melisa.

Tagi: , , ,
Posted in Objawy | 0 komentarzy »

Alkohol

Swoją przygodę z alkoholem rozpocząłem stosunkowo późno, bo dopiero w wieku 16 lat. Wtedy to poczęstowany przez kolegę pierwszy raz w życiu poczułem smak piwa. Spodobało mi się, ale nie tylko smak. Spodobało mi się to jak się czułem, a wcale nie wypiłem dużo. Zacząłem pijać częściej. Z reguły jedno piwo, bo po dwóch już odpływałem. Stan po spożyciu był dla mnie czymś wyjątkowym. Sposobem na oderwanie się od rzeczywistości, na ucieczkę od problemów i na pozbycie się lęku społecznego – pod wpływem przestawałem być nieśmiały.

Z czasem jednak alkohol przestał pełnić rolę antydepresanta. Co prawda nadal usypiał wewnętrznego cenzora, który nie pozwalał mi robić tego, czego się bałem lub wstydziłem, ale siał także we mnie spustoszenie. Kiedy byłem pijany, czułem się dobrze, ale na drugi dzień zaczynało być o wiele gorzej. Niekiedy było gorzej nawet przez kilka dni. Nie był to kac.

Na początku pojawiły się biegunki i problemy z żołądkiem. Wystarczyło pół piwa albo kieliszek wódki, abym musiał udać się do toalety lub żebym poczuł nudności. Nie były to zwyczajne skutki picia alkoholu, bo nikt inny nie miewał z tym problemu. No i ja wcześniej też ich nie miałem.

Następnym symptomem była wewnętrzna blokada dotycząca ilości, którą mogłem wypić. Ta blokada z reguły objawiała się przy piątym piwie i nakazywała mi natychmiast wytrzeźwieć. Gdybym próbował ją przełamać, to znów groziłyby mi biegunki i nudnośći, ale tym razem o większym natężeniu.

Trzecim problemem zaczęły być dołki psychiczne, które potrafiły trwać po kilka dni. Z reguły dzień po imprezie miałem czarne myśli, niską samoocenę i cały czas robiłem sobie wyrzuty w związku ze swoim zachowaniem w stanie nietrzeźwośći. Było tak, mimo że nikt tak na prawdę nie miał do mnie żadnych pretensji.

Kolejny objaw, to problemy z zaśnięciem w stanie nietrzeźwości. Prawdą jest, że alkohol deprawuje sen, ale ja nie mogłem zasnąć tak długo, aż nie wytrzeźwiałem do pewnego stopnia. Przez pewien czas pojawił się też objaw związany z nudnościami, które pojawiały się następnego dnia po spożyciu. Nie były to nudności wywołane spożyciem zbyt dużej ilości alkoholu, bo ciężko mówić o zbyt dużej ilości, kiedy ma się do czynienia z trzema piwami (byłem już wtedy nieco bardziej zaawansowanym konsumentem).

Ostatnim symptomem były napady lękowe, które nawiedzały mnie w dzień kaca i na dzień następny.

Prócz wyżej wymienionych, przez kilka dni, po spożyciu większej ilości alkoholu moje objawy nerwicowe nasilały się. Miałem większe problemy ze skupieniem się, z nauką, z zapamiętywaniem, z pracą, z zaśnięciem i z byciem spokojnym. Objawy łagodniały z każdym kolejnym dniem.

To, co opisałem, dotyczy czasu przed podjęciem leczenia. Podczas brania leków, objawy na kacu są intensywniejsze, dlatego nie zalecam picia alkoholu osobom leczącym się na nerwicę. Tym bardziej, jeśli biorą one benzodiazepam lub bromazepam, bo skutki tego mogą być nawet śmiertelne. W rzeczywistości ograniczam się do okazjonalnego picia alkoholu, czyli piję raz na 2-3 miesiące. Jest też dobra nowina. Po dwóch latach leczenia, objawy nerwicowe na drugi dzień po spożyciu złagodniały do tego stopnia, że mógłbym pić częściej. Nie oznacza to jednak że będę to robił, bo nie jestem pewien, czy w przypadku częstszej konsumpcji alkoholu moje objawy nie wrócą. Jedno jest pewne, alkohol i inne środki odurzające nie sprzyjają leczeniu nerwicy.

Tagi: ,
Posted in O nerwicy, Objawy | 0 komentarzy »

Przewlekłe problemy z koncentracją

Osoby chore na nerwicę bardzo często sprawiają wrażenie nieobecnych, żyjących w swoim świecie, wyalienowanych z życia towarzyskiego. Sam nadal borykam się z problemami z koncentracją, dlatego mogę dostarczyć świeżych informacji na ten temat. W moim przypadku problemy polegają na niemożności skupienia uwagi oraz rozproszeniu uwagi przez czynniki zewnętrzne, bądź myśli natrętne. Czasem doświadczam też czynności pomyłkowych, które objawiają się za pośrednictwem tego co mówię lub piszę.

Problemy związane z koncentracją sprawiają choremu wiele problemów, a w niektórych przypadkach poważnie utrudniają codzienne czynności takie jak praca zawodowa, czy nauka w szkole. Warto więc odkryć w sobie czynniki, które je powodują i nauczyć się jak z nimi walczyć. Na pierwszy ogień wezmę stres, bo uważam, że dla chorego na nerwicę, jest to główna przyczyna problemu ze skupieniem uwagi. W moim przypadku stres spowodowany był kilkoma czynnikami. Każdy z nich postaram się tu opisać.

Presja czasu

Presja czasu, to czynnik związany głównie z pracą. Kiedy przychodzę na 8 godzin do biura, to wiem, że najbliższy czas będę musiał poświęcić pracodawcy. Co więcej, będę też rozliczany z tego co zrobię, więc odruchowo staram się zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Jest to bardzo nieudolny sposób, bo kończy się szybkim wyczerpaniem sił, co w konsekwencji skutkuje niską wydajnością.

Warto sobie uzmysłowić, że nasz organizm nie jest przystosowany do sprintu na dłuższe dystanse. Co prawda, można go do tego wytrenować, ale na każdy trening potrzeba czasu. Kiedy wyrywasz się do testu sprawnościowego na 100 metrów sprintem, w Twoich mięśniach następuje przemiana fosfokreatyny na cząsteczki ATP. Taka przemiana może trwać góra do 10 sekund, bo po tym czasie fosfokreatyna się wyczerpuje i mięśnie zostają zasilane glukozą z krwi. Wciaż masz energię, ale mniejszą, niż miałeś przez pierwsze 10 sekund trwanai wysiłku. Podobnie jest z Twoim umysłem.

W przypadku mięśni, im intensywniejszy trening, tym większy dług tlenowy i więcej kwasu mlekowego zostaje wyprodukowanego przez komórki mięśniowe. Nasz umysł działa w nieco inny sposób. Im więcej wykonujesz wysiłku umysłowego, tym więcej czasu potrzebujesz na rekreację. Nie da się intensywnie pracować umysłowo przez dłuższy czas, bez możliwości odreagowania za pomocą choćby gier komputerowych, filmów w TV lub na DVD, ciekawej książki, bądź wypadu ze znajomymi. Jeżeli chcesz, aby Twój umysł pracował sprawnie, to nie przemęczaj go zbyt intensywną pracą, jeżeli wcześniej nie wytrenowałeś go do tego typu czynności. W wielu przypadkach efekty będą odwrotne do zamierzonych, bo przestaniesz wykonywać swoją pracę poprawnie, co sprawi, że będziesz musiał poświęcić na nią jeszcze więcej czasu, a przy tym nie będziesz zadowolony z siebie, co jeszcze bardziej pogorszy Twoje niezadowolenie.

Niezadowolenie z efektów pracy

Nikt z nas nie jest wcieleniem Herkulesa, dla którego praca była zajęciem prostym i przyjemnym. Każdy z nas musi poświęcić część siebie, by osiągnąć wymarzony cel. Jeżeli, mimo ciężkiej pracy, nadal nie widać efektów, to zatrzymaj się na chwilę i spróbuj popatrzeć na to co robiłeś dotychczas z innej perspektywy. Być może, Twój wysiłek skierowany był w niewłaściwą stronę i trzeba by zmienić nieco parę rzeczy. Być może okaże się, że jednak nie jesteś na tyle dobry, by wykonać zadanie w 2 godziny, tylko dwa razy dłużej? To nic złego. Zrób, co masz zrobić wolniej, ale przyłóż się do tego i spróbuj pomyśleć nad tym, w jaki sposób możesz usprawnić swoje zaangażowanie.

Zrobić, byle było gotowe

Jeżeli robisz, co masz zrobić, tylko po to, by wykonać zadanie, bez względu na wyniki, to jak najszybciej zmień swoje nawyki! W moim przypadku tego typu problemy miały podczas odrabiania zadań domowych. Rzadko się starałem, aby wykonać swoją pracę rzetelnie. Chciałem tylko pozbyć się napięcia związanego z faktem, że wciąż nie odrobiłem zadania i że mogę mieć z tego problemu nieprzyjemności. Niestety nie było to najlepsze rozwiązanie, bo bardzo często okazywało się, że zadane zasługiwało na ocenę niedostateczną, więc nie dość, że poświęciłem na nie swój czas, to efekt i tak był taki, jak gdybym nic nie zrobił. Aktualnie, kiedy muszę wykonać czynność, którą niespecjalnie lubię, staram się podzielić ją na mniejsze części i wykonywać każdą z nich co jakiś czas. Bardzo pomocny jest też system nagród. Obiecaj sobie, że kiedy wykonasz kolejną część zadania, będziesz mógł zrobić coś, co sprawia Ci przyjemność.

Moje otoczenie mnie rozprasza

Otoczenie ma ważny wpływ na sposób naszej koncentracji. Natura zaprogramowała nas, byśmy zwracali uwagę na takie czynniki jak: mrugające światła, ruch horyzontalny, czy głośne dźwięki. Jeżeli jesteś w pomieszczeniu, w którym jest zbyt głośno albo kiedy czytasz artykuł na stronie internetowej wypełnionej różnymi migającymi reklamami, to nie dziw się, że nie będziesz mógł się skupić. Jeżeli nie możesz zmienić otoczenia, to zawsze możesz założyc słuchawki i puścić muzykę, która pozwoli Ci się skupić. Do przeglądania internetu i spokojnego zapoznawania się z jego treścią możesz użyć serwisów readitlater.com lub readability.com.

Mam tyle na głowie, że nic nie robię

Niektórzy nazwaliby to prokrastynacją, ale ja wolę stwierdzić, że po prostu nie potrafisz przypisać priorytetów do swoich obowiązków. Kiedy mam wiele na głowie, staram się zrelaksować na 15 minut i pomyśleć o tym co muszę zrobić. W tym momencie układam sobie plan. Wybieram zadanie, które musibyć zrobione “już zaraz”. Po nim wybieram kolejne i tak dalej. Podczas takiej selekcji warto zastanowić się nad konsekwencjami niewykonania zadania i pomyśleć, czy nie wpłyną one na priorytet innego. Można też skorzystać z kwadratu Eisenhowera.

Rozpraszają mnie moje myśli

Jest to najtrudniejszy czynnik, który bardzo często rozwiązać pomaga dopiero specjalista. Jeżeli wykonujesz jakąś czynność np. czytasz książkę, oglądasz film, pracujesz lub uczysz się, ale po chwili orientujesz się, że odpłynąłeś w nicość i rozkojarzyłeś się, to znaczy, że Twój umysł skupił uwagę na czymś, co siedzy w głębi Ciebie.

Takie rozkojarzenie może być związane ze stresem lub lękami. Np. czeka Cię coś ważnego, więc podświadomie zadajesz sobie pytania co to takiego będzie. Możesz również mieć na głowie kilka nierozwiązanych spraw, które są dla Ciebie ważne, ale celowo próbujesz o nich zapomnieć. Wtedy Twój umysł sprytnie próbuje Ci o nich przypomnieć. Może to być także jedna z Twoich potrzeb, które odrzucasz. Np. nowopoznana dziewczyna, która zawróciła Ci w głowie, ale Ty nie możesz się z nią spotkać, bo akurat musisz się uczyć lub robić nadgodzin w pracy. Istnieje wiele powodów i każdy z nich jest bardzo osobisty, dlatego w tym wypadku najlepiej skonsultować się z psychologiem.

Tagi: , ,
Posted in Objawy | 0 komentarzy »

Zbawienny wpływ krótkiej drzemki

Osoby chore na nerwicę bardzo często borykają się z problemem braku czasu. W konsekwencji swojej choroby odwlekają wiele obowiązków, bo nie są w stanie się z nich wywiązać. Powoduje to, że ich lista spraw niezałatwionych ciągle rośnie. Jednak, to nie brak czasu jest tu problemem, ale jego niewłaściwe zagospodarowanie.

Kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy wykonać wiele czynności w krótkim czasie, to łatwo możemy zacząć się denerwować, a kiedy się denerwujemy, to coraz trudniej jest nam wykonywać czynności poprawnie. Ludzie chorzy na nerwicę mają jeszcze gorzej, bo denerwują się bardziej, niż ludzie zdrowi. Dlatego właśnie neurotycy powinni poświęcać więcej czasu na relaks.

Jeżeli uważasz, że masz wiele na głowie i nie jesteś w stanie wywiązać się ze wszystkiego albo przysłowiowo nie wiesz w co ręce włożyć, zrób sobie krótką drzemkę, podczas której rozluźnisz się i pomyślisz od czego zacząć. Nie poświęcaj na nią więcej niż 15 minut, ani mniej niż 5. Sam wybierz ile czasu Ci potrzeba. Możesz puścić cichą muzykę relaksacyjną, zapalić świeczkę zapachową lub po prostu wykonać trening autogenny. Wszystko zależy od Ciebie, a kiedy już skończysz, zobaczysz że masz więcej energii i lepiej Ci będzie wykonywać zaplanowane czynności.

Tagi: , ,
Posted in Porady | 0 komentarzy »

Złe samopoczucie

Problematyka

Pamiętam, że problemy z samopoczuciem rozpoczęły się u mnie w wieku 12-13 lat. Na początku zaczynało się dość niewinnie. Czułem się lekko osłabiony, zmęczony i jakoś tak mniej mi się chciało. Ludzie nazwaliby to lenistwem, ale ja po prostu nie mogłem. Jak bardzo bym się nie starał, to zawsze miałem jakby mniej siły i ochoty. To siedziało we mnie w środku i dotyczyło wielu aspektów mojego życia. Po jakimś czasie doszedł kolejny objaw. Było nim zawężenie pola widzenia, które wyglądało tak, jakby ktoś “przyciemnił obraz” zostawiając w środku jaśniejszy okrąg. Znajomy również chorujący na nerwicę, którego poznałem kilka lat później, określił to jako “widzenie przez butelkę”. Ostatecznie przestałem dostrzegać ludzi i przedmioty znajdujące się poza jasnym okręgiem i czułem się tak, jakby ktoś inny kierował moją osobą albo tak, jakbym wykonywał z góry zaprogramowane ruchy. Mówiłem sobie wtedy, że kieruję swoim ciałem z perspektywy trzeciej osoby.

Na początku objawy dotyczyły – jak dowiedziałem się podczas leczenie – sytuacji stresowych, ale z czasem zaczęły pojawiać się coraz częściej, aż zastąpiły moje codzienne samopoczucie. Od tego czasu chodziłem, jak to nazywają niektórzy, “zwieszony”. Byłem apatyczny. Budziłem się rano, wychodziłem do szkoły odbębnić swoje, a po powrocie do domu zajmowałem się głównie tym, co było dla mnie przyjemne. Chociaż z czasem przyjemne czynności przestały mnie bawić i aby poprawić swoje ponure samopoczucie musiałem zrobić coś na prawdę fajnego. Dlatego zakup nowej zabawki, jakiegoś gadżetu, zamontowanie łącza internetowego, masa słodyczy, święta, urodziny wprawiały mnie w dobry nastrój i niwelowały moje złe samopoczucie. Było tak do czasu, aż nie zacząłem studiować, bo wtedy moje codzienne życie zostało rozregulowane do tego stopnia, że nawet święta były dla mnie czymś, co trzeba było przeżyć, tak jak kiedyś trzeba było przeżyć te kilka lekcji w szkole, by móc wrócić do domu. To w domu większość moich objawów łagodniało.


Dla laików

Dla osoby nigdy nie chorującej opisane przeze mnie objawy mogą być komiczne lub przesadzone. Dlatego chciałbym nieco przyliżyć moje samopoczucie, które mimo iż dotyczyło mnie sprzed leczenia, wciąż niekiedy daje o sobie znać. Każdy z nas doświadczył co najmniej raz sytuacji stresowej. Niektórzy mieli z nią do czynienia podczas ważnego egzaminu (egzamin gimnazjalny, matura, egzaminy na studiach, egzamin na prawo jazdy) lub podczas rozmowy kwalifikacyjnej albo przeżywając jakieś traumatyczne wydarzenie w swoim życiu.  Bez wzglęgu na szczegóły i okoliczności, każdy z nas ma taką sytuację w bagażu swoich doświadczeń. Każdy z nas pamięta jak się czuł w takiej sytuacji, jak funkcjonował jego umysł i co go motywowało do działania, a co sprawiało, że był coraz bardziej ponury. W przypadku osoby chorej, w zależności od zaawansowania, objawy występujące podczas stresu u zdrowego człowieka, zaczynają wkradać się do życia codziennego. Co więcej, człowiek chory, denerwuje się o wiele częściej i z o wiele większą intensywnością, niż ktoś, kto jest zdrowy, a stany lękowe (możliwe są także takie stany lękowe, kiedy człowiek staje się agresywny) mogą pojawiać się w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Działa to także w drugą stronę, bo osoba chora może wydawać się całkowicie spokojna w sytuacji, w której ktoś zdrowy zacząłby tracić nerwy.


Nieudolne próby poprawy nastroju

Jak można się domyślić, próbowałem walczyć z chorobą na wszelakie sposoby. Kiedy byłem słaby, parzyłem sobie kawę. Jeśli jedna nie pomagała, to parzyłem drugą. Kiedy czułem ucisk w jelitach, jadłem. Kiedy czułem się na prawdę ponuro albo nie mogłem pozbyć się napięcia, sięgałem po słodycze lub alkohol. Próbowałem też wielu innych sposobów, takich jak spanie przy otwartym oknie, zdrowe odżywianie, spanie po więcej niż 8h na dobę, a także sięgałem po masę preparatów z wieloma witaminami, magnezem, wapniem i wieloma innymi pierwiastkami. Żadne z powyższych nie pomogły na dłużej, niż kilka dni.


Relaks sposobem na nerwicę

Dopiero kiedy rozpocząłem leczenie kliniczne, kiedy otrzymałem leki i mogłem konsultować się z psychologiem, odkryłem czego tak na prawdę potrzebuję. Kiedy byłem słaby i niewyspany, nie powinienem sięgać po kawę z dwóch powodów. Po pierwsze, kawa która zawiera kofeinę, pogarsza mój stan, a przy tym wcale nie pomaga, bo odwleka jedynie punkt kulminacyjny zmęczenia. Aby poradzić sobie ze zmęczeniem, należy odłożyć na bok wszelkie pobudzacze i wprowadzić do swojego rozkładu dnia miejsce na krótką drzemkę.

Jedzenie, co prawda pomaga – szczególnie słodycze, ale na dłuższą metę powoduje otyłość i tak na prawdę nie rozwiązuje problemu. W moim przypadku, zamiast jedzenia zacząłem coraz częściej przebywać z ludźmi. Zamieniłem kawalerkę na pokój w mieszkaniu, w którym było już kilka osób. Przestalem spędzać samotnie weekendy i zacząłem coraz częściej wychodzić ze znajomymi.

Alkohol także nie jest najlepszym lekarstwem. Generalnie, chory na nerwicę, w ogóle nie powinien po niego sięgać. Spożywanie alkoholu przez osobę chorą pogarsza jej stan, a w przypadku zażywania niektórych leków, może doprowadzić do poważnych powikłań!

Preparaty multiwitaminowe i te zawierające magnez okazały się wcale nie tak głupim pomysłem. Należy jednak pamiętać, że same w sobie nas nie uzdrowią, ale za to ich zażywanie poprawi nieco nasze samopoczucie. Podobnie sprawa ma się ze zdrowym odżywianiem.

Ostatnią metodą, która okazała się pomocna, była medytacja. Dzięki poradom od psychologa zacząłem stosować trening autogenny Schultza. Jest to metoda relaksacyjna, która pozwala opanować myśli, obniżyć napięcie i poprawić samopoczucie. Stosuję ją do dziś, zawsze kiedy nie czuję się najlepiej.

Tagi: ,
Posted in Objawy | 0 komentarzy »

Obalamy mity związane z chorobami psychicznymi

Wiele ludzi, także tych chorych, posiada mylne pojęcie na temat psychiatrów, psychicznie chorych oraz sposobów leczenia. Większość uważa, że chory psychicznie, to ten który nie panuje nad swoim zachowaniem i powinien być osadzony w zamkniętym ośrodku. Mało kto wie, że w Polsce leczenie psychiatryczne jest ogólnodostępne, a nawet że jest ono fundowane przez państwo. Robi mi się ciężko na sercu, kiedy czytam o tym, że ktoś tam ma kłopoty i jest zostawiony samemu sobie, dlatego postanowiłem wyjaśnić co nieco.


Osoba, u której stwierdzono chorobę psychiczną zostanie zamknięta w szpitalu psychiatrycznym

Nic bardziej mylnego. Chory psychicznie, jeżeli nie stwarza zagrożenia dla otoczenia lub samego siebie oraz kiedy leczenie tego nie wymaga (np. leczenie uzależnień), regularnie odwiedza przychodnię, tak samo jak każdy inny przewlekle chory pacjent. Nic poza tym w jego życiu się nie zmienia. Co więcej, raz rozpoczęte leczenie, może być zakończone w każdej chwili, jeżeli pacjent uzna to za stosowne.


Jeżeli zacznę się leczyć, to uznają mnie za wariata albo niepoczytalnego

Nie prawda! Istnieje masa chorób psychicznych, które prawie w ogóle nie dają o sobie znać osobom (laikom), które przebywają w otoczeniu pacjenta. Taką chorobą może być właśnie nerwica, ale również depresja, wszelkiego rodzaju fobie (np. fobia społeczna) oraz wiele innych, o których większosć z nas nigdy nie słyszała.

Fakt, że ktoś jest chory, może co prawda oznaczać, że inaczej będzie się zachowywał w niektórych sytuacjach, ale w żaden sposób nie oznacza, że ten ktoś nie będzie świadom swoich czynów. Tak na prawdę większość chorych najbardziej cierpi wewnątrz, borykając się ze swoimi emocjonalnymi problemami.


Jeżeli zacznę się leczyć psychiatrycznie, to wszyscy dowiedzą się, że jestem chory i nie będę mógł znaleźć pracy

W Polsce każdy pacjent chroniony jest przez tajemnicę lekarską. Oznacza to, że tak długo, jak nie jest to wymagane (wyrok sądu, pacjent zagraża otoczeniu), nikt nie dowie się, że jesteś chory. Co więcej, sam wypełniałem formularz, w którym umieszczałem dane osoby, która powinna zostać poinformowana, jeżeli mój stan zdrowia się pogorszy oraz wskazywałem, czy ta osoba może dostać wgląd w historię mojej choroby.

Podobnie sprawa ma się podczas wizyty u lekarza w innej przychodni, niż w tej, w której leczysz się psychiatrycznie. Za każdym razem, muszę informować lekarza na co się leczę, aby ten mógł lepiej zdiagnozować moją chorobę oraz przypadkiem nie przepisał mi leków, które w połączeniu z tymi, które już biorę, spowodują niepożądane działanie.

Podsumowując, o Twojej chorobie będą wiedzieć tylko ci, którym o niej powiesz. A jeżeli nie chcesz, by ktokolwiek o niej wiedział, to może być ona Twoją tajemnicą. Tak samo, jak wycięty wyrostek robaczkowy, grzybica, czy problemy ze wzwodem. Jeżeli natomiast obawiasz się, że ktoś będzie Cię wypytywał, dlaczego tak często chodzisz do lekarza, to zawsze możesz wybrnąć wymówką, że chodzisz np. do stomatologa albo najzupełniej odpowiedzieć, że Twoje zdrowie, to Twoja prywatna sprawa, a chorób jest przecież mnóstwo.


Żeby w Polsce leczyć się psychiatrycznie trzeba mieć pieniądze

I tak i nie. Zresztą, z leczeniem psychiatrycznym jest jak z leczeniem każdej innej choroby. Jeżeli Cię stać, to idziesz do prywatnej placówki, do prywatnego psychologa i za wszystko płacisz ze swojej kieszeni. Jeżeli jednak nie masz lub nie chcesz tracić pieniędzy, to udajesz się do przychodni razem z dowodem opłaty ubezpieczenia zdrowotnego. Sam leczę się w placówce publicznej i prawdę mówiąc, nie mam na co narzekać.


Nie ma osoby zdrowej psychicznie. Dla psychiatry każdy jest chory

Ciężko mi polemizować z tego typu stwierdzeniem, bo prawdą jest, że każdy w nas może mieć choć zalążek jakiejś choroby – psychicznej lub fizycznej. Jeżeli myślisz o wizycie u specjalisty, to zawsze warto
zastanowić się nad objawami. Jeżeli przez dłuższy czas nie możesz zasnąć, miewasz lęki, omamy, łatwo się denerwujesz, miewasz problemy z nawiązywaniem relacji z ludźmi, to pomyśl, czy i w jaki sposób przeszkadza Ci to w normalnym funkcjonowaniu.


Leki dla psychicznie chorych, to syf

Prawdą jest, że taki benzodiazepam jest tak naprawdę środkiem narkotycznym, który łatwo uzależnia, a w połączeniu z innymi substancjami (np. alkoholem) może doprowadzić do zgonu. Lepiej jest z paroksetyną, bo jej skutki uboczne, to między innymi nabranie masy, osłabienie libido, senność, rozkojarzenie, lęki, spłycenie snu, nadmierna potliwość, wzdęcia, a także długotrwała impotencja.

Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że chory, któremu przepisuje się leki, znajduje się w zaawansowanym stadium choroby, w którym jego układ nerwowy pracuje zupełnie inaczej, niż układ nerwowy zdrowego człowieka. W tym przypadku, problemem chorego nie jest jedynie niewłaściwy sposób myślenia, który może zostać skorygowany przez psychologa, ale także sposób w jaki komunikują się jego komórki nerwowe.

Ostatecznie uważam, że powinno się brać pod uwagę nie tylko skutki uboczne działania leków, ale także skutki choroby, która nieleczona może doprowadzić pacjenta do takiego stanu, w którym nie będzie on mógł normalnie funkcjonować.


Jestem zdrowy. Nic mi nie dolega

Ale jednak z jakiegoś powodu czytasz tego bloga. Być może trafiłeś tu przez przypadek lub z ciekawości. A być może szukałeś czegoś o objawach, których sam doświadczasz. Oczywiście, nie twierdzę, że na pewno jesteś chory. Być może w ogóle nie jesteś. Jeżeli jednak przez dłuższy czas borykasz się z problemami, o których piszę na tym blogu. Jeżeli przeszkadzają Ci one w codziennym życiu i nie jesteś w stanie sobie z nimi poradzić, to pamiętaj, że wizyta u specjalisty – nawet u psychologa – do niczego nie zobowiązuje. Możesz pójść raz, spróbować i stwierdzić, że nie potrzebujesz pomocy.


Na wizytę w publicznej przychodni długo się czeka

Akurat mam w tym zakresie nieco doświadczenia, bo kilka razy się przeprowadzałem i mogę porównać sytuację w większych miastach, do sytuacji w tych mniejszych. Z reguły, w mniejszych miastach, czeka się dłużej na pierwszą wizytę u psychiatry, a każdą następną należy ustalać podczas tej bieżącej. W większych miastach doświadczyłem tego, tylko i wyłącznie, podczas umawiania się na wizytę u psychologa. W dużym mieście, do psychiatry rejestruję się kilkanaście minut przed samą wizytą.

To tyle zagadnień, które przychodzą mi do głowy i na które jestem w tej chwili w stanie odpowiedzieć. Mam nadzieję, że staną się one pomocne dla nie jednej osoby. Jeśli jednak wciąż nurtują Cię pytania, to nie zwlekaj i napisz do mnie maila na adam@niezdrowy.pl, a postaram się Ci pomóc.

Tagi: , ,
Posted in O nerwicy | 0 komentarzy »

Cześć, jestem Adam. Od kilkunastu lat choruję na nerwicę.

Cześć. Nazywam się Adam i od kilkunastu lat dolega mi nerwica. O tym, że byłem chory dowiedziałem się dwa lata temu, kiedy zainteresowałem się psychologią. Z tego co udało mi się ustalić, choruję od czasu, gdy byłem nastolatkiem. Chociaż nie wykluczam, że nerwica mogła dopaść mnie wcześniej. Od dwóch lat leczę się psychiatrycznie i systematycznie odwiedzam psychologa klinicznego. Za pośrednictwem tego bloga, chciałbym podzielić się z Wami swoim doświadczeniem i spróbować udzielić Wam rad, które pomogą zarówno chorym, jak i tym, którzy się z nimi stykają na co dzień.

Do lekarza udałem się dopiero, gdy było już na prawdę źle. Na początku myślałem, że to serce, choć zaczęło się dziwnie. Siedziałem, jak co wieczór, przed komputerem, aż tu nagle poczułem się lekko zdezorientowany. Nie wiedziałem co mi jest. Odruchowo zacząłem przypominać sobie wszystkie obejrzane odcinki Dr. House. Na początku myślałem, że to wylew, ale po wygooglowaniu objawów okazało się, że to nie to. Zacząłem szukać dalej i natrafiłem na problemy z sercem. Nagle okazało się, że bije ono szybciej, pocę się, moje pole widzenia zanika, a do tego odpływam i czuję się lekki. Myślałem, że umrę. Byłem przy tym bardzo przerażony, a oliwy do ognia dolewał fakt, że byłem sam w domu. Bałem się zadzwonić na pogotowie, bo bałem się tego co sąsiedzi powiedzą – tak, chorzy na nerwicę miewają takie myśli. Po kilkunastu minutach objawy ustały. Gdy zacząłem leczeni, dowiedziałem się, że był to tzw. napad lękowy. Później miałem ich więcej.

Na następny dzień, zaraz z rana udałem się do lekarza pierwsego kontaktu. Ten wysłał mnie na EKG, zmierzył ciśnienie i zadał kilka pytań. Diagnoza była prosta, ale dla mnie aż nazbyt prosta. Lekarz stwierdził, że moje serce jest OK, a przyczyną moich dolegliwości jest stres. Zaprotestowałem “Jak to? Przecież ja nie mam się czym stresować!”. Później okazało się, że jednak miałem. Od lekarza dostałem leki uspakajające na receptę oraz skierowanie na badania krwi i moczu. Oczywiście wyniki wykazały, że fizycznie jestem zdrów jak ryba. Ja jednak czułem się coraz gorzej. Miewałem problemy z zaśnięciem (bywało, że i przez całą noc nie mogłem zasnąć), z myśleniem, z uspokojeniem się, a nawet zaczynałem miewać lekkie omamy. Np. że komórka mi wibruje w kieszeni. Na odchodne dowiedziałem się, że mam brać leki uspokajające, a jak objawy nie ustąpią, to rozpoczniemy leczenie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o jakie leczenie chodzi.

Niestety, objawy nie ustąpiły, ale ja wmówiłem sobie, że nie pójdę do lekarza, bo będzie mnie leczył na serce, a ja tego nie chcę. Gdzieś w głębi umysłu wiedzialem, że to nie jest wina narządu pompującego krew. W tym momencie zacząłem przeglądać twórczość Freuda, której miałem niemało w swojej biblioteczce. W książkach znalazłem kilka analogii związanych z moimi objawami i postanowiłem umówić się na wizytę. Tak też zrobiłem. Nie było to łatwe, ale na moje szczęście, w dzisiejszych czasach wystarczy wpisać w google “Poradnia zdrowia psychicznego” + nazwa miasta. Zadzwoniłem i umówiłem się na wizytę, chociaż nie było to łatwe. Pani przy drugiej słuchawce była bardzo miła i łagodna, ale nie chciało mi przejść przez gardło słowo “psychiatra”, więc powiedziałem “Dzień dobry, chciałbym umówić się do… do lekarza”. Tyle wystarczyło.

W dzień wizyty było najgorzej. Od rana się stresowałem, a kiedy byłem już w przychodni zacząłem dostawać napadów lękowych oraz różnych myśli natrętnych. Zastanawiałem się, co pomyśli sobie o mnie lekarz i czy przypadkiem nie stwierdzi, że symuluję. Nagle stwierdziłem, że nic mi nie dolega. Że wszystko sobie ubzdurałem i że nie ma sensu zawracać komukolwiek tym głowy. Kiedy jednak nadeszła moja kolej, wszedłem do gabinetu i poddałem się badaniu. Było ono w gruncie rzeczy bardzo przyjemne. Na początku zostałem zapytany co mi dolega. Opowiedziałem więc o moich napadach i o tym, że lekarz stwierdził, że fizycznie jestem zdrowy. Lekarz wysłuchał mnie ze zrozumieniem, zadał jeszcze kilka pytań, a na koniec, gdy powiedziałem, że w tym momencie się denerwuję, potwierdził że rzeczywiście, jestem bardzo zdenerwowany podczas badania. Zostały mi przepisane leki zawierające paroksetynę oraz doraźnie benzodiazepam, a także zostałem umówiony na następną wizytę z lekarzem oraz na wizytę z psychologiem. Kiedy przyszedłem do domu i zażyłem benzodiazepam (wtedy jeszcze nie wiedziałem jak działa), moje życie uległo zmianie. Teraz wiem, że już nigdy nie użyłbym tego leku w taki sposób (powoduje on silne uzależnienie oraz powoduje napady lękowe, gdy schodzi z organizmu), ale wtedy całe moje życie nabrało barw. Na drugi dzień rozpocząłem kurację paroksetyną i tak jest do dziś. Mam za sobą pokaźną historię choroby, masę wizyt u psychologa, ale co najważniejsze, już prawie w ogóle się nie stresuję i zaczynam cieszyć się życiem.

Tagi: , , ,
Posted in O sobie | 0 komentarzy »